
Poznaliśmy Weronikę na jednej z grup samopomocowych. Od pierwszych chwil przykuła naszą uwagę ze względu na swoją ekspresję wypowiedzi i otwartość w kontakcie z drugim człowiekiem. Regularnie uczestniczy w spotkaniach mimo, że jej partner od lat utrzymuje abstynencję. Weronika podzieliła się z nami swoją historią – życiem u boku osoby z uzależnieniem od narkotyków.
Redakcja: Weroniko, powiedz nam proszę o sobie.
Weronika: Mam 35 lat. Od 5 lat jestem mamą małej Gabrysi, a od 10 lat partnerką Jakuba. Mój partner jest uzależniony od narkotyków, a ja osobą współuzależnioną. Ciężko mi było do tego się przyznać. Gdy specjaliści mówili do mnie wprost o moim współuzależnieniu, reagowałam agresywnie. Wtedy ,,odbijałam piłeczkę’’ zadając pytanie – ,,czy to moja wina, że mój partner ćpa?’’. Wypierałam to. Uważałam, że to On ma problem, a nie ja. To nim trzeba się zająć… *zamyśla się*
Twoje myślenie się zmieniło?
Owszem. Wiem, że ja również potrzebowałam pomocy, tak samo, jak Jakub.
Jak to się zaczęło?
Swojego partnera poznałam mając 25 lat. Historia nietuzinkowa, poznaliśmy się w autobusie. Miałam problem z kupieniem biletu w automacie i wtedy On ruszył z pomocą. Po całej procedurze zakupu biletu zapytał się nieśmiale, czy pójdę z nim na kawę – zgodziłam się. Przegadaliśmy wtedy całą noc, miałam wrażenie jakbyśmy znali się od zawsze. Czułam wręcz, że potrafimy sobie czytać w myślach, idealne połączenie dusz. Te motylki w brzuchu, rozmarzone oczy… To było niezwykłe. Od tamtej pory właściwie zamieszkaliśmy razem. Wiem, że może wydawać się to obłędem, że wpuściłam do swojego mieszkania nieznanego sobie dotąd mężczyznę… Zaufałam mu. Dałam mu klucze i siebie.
Brzmi to jak niezwykła historia miłosna.
Tak. Ale każda romantyczna historia ma swoje dramaty. W tych wszystkich filmach o miłości, zawsze głównych bohaterów spotyka jakiś problem, który wymaga rozwiązania. Tak było też w naszym przypadku.
Na początku było pięknie, wręcz bajkowo. Wstawaliśmy rano do pracy, kochaliśmy się, a później każde z nas jechało do pracy. Nie mogliśmy się doczekać powrotu do domu. To wspaniałe uczucie, mieć dla kogo wracać. I tak po dwóch miesiącach naszej sielanki, Jakub zapytał mnie o mój stosunek do narkotyków. Powiedziałam mu wtedy, że kilka razy w życiu próbowałam marihuany – to zdecydowanie nie dla mnie. Odparłam, że ja kocham trzeźwe życie i takie właśnie chcę z nim tworzyć. Jakub się zamyślił, ale nie skomentował tego. Z góry założyłam, że ma podobne zdanie na ten temat i nie drążyłam.
Kiedy zorientowałaś się, że Jakub ma problem?
Pewnego dnia wróciłam do domu wcześniej, ponieważ nasz szef miał urodziny i w akcie wdzięczności za prezent od swoich pracowników puścił nas wcześniej do domu. Nie mówiłam o tym partnerowi, bo chciałam mu zrobić niespodziankę. Pamiętam wtedy swoje myśli… Wracałam tramwajem do domu, wyobrażając sobie, jak zakładam obcisłą sukienkę, maluje usta czerwoną szminką i czekam na powrót ukochanego… Faktem jest, że tego dnia to JA zostałam zaskoczona, ale nie tak jak to sobie wymarzyłam.
Weszłam do domu i poczułam zapach marihuany – zdziwiłam się. Zobaczyłam Jakuba leżącego na kanapie z przekrwionymi oczami, grał w jakąś gierkę na telefonie… Właściwie nie wiedziałam wtedy co to ma znaczyć. W głowie kłębiły się myśli, nie wierzyłam własnym oczom i czekałam na wyjaśnienia.
Co usłyszałaś?
Jakub poderwał się z kanapy jakby w zwolnionym tempie. Tłumaczył mi, że to ,,jednorazowa akcja’’, ale ja wiedziałam kiedy kłamał. Chciałam mu wierzyć, ale nie potrafiłam…
Powiedziałam mu, że nie godzę się na to, co robi. W akcie desperacji postawiłam mu ultimatum – albo ja, albo narkotyki. Nie chciałam powielać życia mojej matki, która ponad połowę swojego życia spędziła u boku pijącego ojca. Rozpłakałam się wtedy jak dziecko. Poczułam się oszukana. Pozwoliłam sobie żyć w fikcji – iluzji, którą stworzyliśmy sobie wzajemnie.
Co postanowił Jakub?
Jakub postanowił się przyznać do swojego uzależnienia. Gdy emocje trochę opadły, usiadł przy mnie i zaczął się otwierać. Powiedział mi, że pali marihuanę od 13. roku życia i nie potrafi jej tak po prostu rzucić z dnia na dzień. Jednocześnie wtrącał, że marihuana nie uzależnia i tak naprawdę działa prozdrowotnie. Nie potrafiłam zrozumieć tego, co do mnie mówił. Wykrzyczałam wtedy, że skoro marihuana nie uzależnia, to żeby rzucił ją i oboje zapomnimy o problemie. Oczywiście dodałam jeszcze kilka epitetów w jego kierunku – byłam wściekła.
Co się z Tobą wtedy działo?
Czułam się jak w potrzasku. Nie potrafiłam go zostawić. Wiedziałam kiedy palił, mimo, że ukrywał się przede mną. Ja wtedy zachowywałam się jak matka, która przyłapuje swoje dziecko na paleniu papierosów. Przeszukiwałam jego plecak, kieszenie… Później kładłam to wszystko na stół i czekałam na wyjaśnienia. Jakub wciąż kłamał. Jego kłamstwa były standardowe, potrafił powiedzieć, że to nie jego tylko ,,kolegi’’. *śmieje się*
Wydaje się, że to Cię rozbawiło…
Teraz owszem, wcześniej nie było mi do śmiechu. Ja kompletnie nie wiedziałam, co wtedy robić, czułam się bezsilna. Wszystkie moje prośby i groźby nie miały najmniejszego znaczenia, on dalej sięgał po używkę.
Pewnego dnia Jakub stracił pracę. Wszyscy w jego firmie wiedzieli, że pali marihuanę, ale trzymali go na stanowisku do czasu znalezienia kogoś na jego zastępstwo. I tak się stało. Przyszedł nowy pracownik, a mój partner został zwolniony. Szef na pożegnanie powiedział mu, że był świetnym specjalistą, ale niestety już dłużej nie może udawać, że wszystko jest ok. Dodał również, że gdy zrobi ,,ze sobą porządek’’ to zawsze może wrócić. Jakub został bezrobotny, a dodatkowo bez motywacji do szukania kolejnej pracy.
Utrzymywałaś go wtedy?
Tak, ale na szczęście dosyć krótko. Brałam w pracy nadgodziny, byłam coraz bardziej zmęczona i sfrustrowana. Do tego przychodziłam do domu, a tam było istne pobojowisko. Partner nie był chętny do posprzątania czy ugotowania obiadu – wszystko było na mojej głowie. Pewnego dnia po pracy spotkałam się z przyjaciółką, to był ważny dzień.
Dlaczego ważny?
Anka zaprosiła mnie do knajpki. Ja się upierałam, abyśmy poszły do niej, bo mam problem z kasą. Gdy tylko usiadłyśmy, Ania zapytała skąd się biorą moje problemy finansowe, skoro mam dobrą pracę – nie rozumiała. Dodatkowo zauważyła, że nie wyglądam dobrze. Wbiło mnie wtedy w fotel, a świat zaczął wirować… Powiedziałam jej wszystko.
Ania była oburzona. Podniosła głos i zaczęła wykrzykiwać na pół restauracji – ,,czyś ty zwariowała? Goń pasożyta!’’. Ludzie odwracali głowy w naszą stronę, a ja próbowałam ją uspokajać, żeby nie wywoływać ludzkiej sensacji. Rozmowa z nią była dla mnie niesamowicie ważna, to jakby ktoś zdjął mi przez chwile różowe okulary. Jestem jej wdzięczna.
Kolejnego dnia wysłała mi numer do poradni dla osób współuzależnionych z podpisem ,,byłam tam gdzie Ty, zacznij stawiać granice.’’
Co było dalej?
Zapisałam się do tej poradni. W trakcie procesu podstawowego powiedziałam Jakubowi, że jeśli w ciągu dwóch tygodni nie znajdzie pracy to ma się wyprowadzić. Byłam stanowcza, ale tylko dlatego, że ja wierzyłam w swoje słowa. Wiedziałam, że jeśli Jakub nie pójdzie do pracy to się pożegnamy i byłam na to w pełni gotowa. Skupiłam się na sobie, na swoich planach i marzeniach. Zaczęłam je realizować.
Jakub po tygodniu znalazł pracę. Nie była to wymarzona praca, miała charakter przejściowy. Płacił za siebie i mieszkanie, a to było wtedy dla mnie priorytetem. Kilka tygodni później poszedł na terapię uzależnień. Przedwczoraj świętowaliśmy jego kolejną rocznicę w trzeźwości. Jestem z niego dumna, z siebie również. *uśmiecha się*
Jak wygląda obecnie Wasza relacja?
Kochamy się szczerze, jesteśmy partnerami. Dobrze nam razem, ale jednocześnie moglibyśmy funkcjonować jako dwie osobne jednostki. Przez te lata nauczyliśmy się dużo o sobie, oboje postawiliśmy na rozwój wewnętrzny. To była najlepsza inwestycja. Gabrysia urodziła się w momencie, gdy oboje potrafiliśmy już stawiać granice. Mam nadzieję, że dzięki temu tworzymy jej bezpieczny świat.
Dziękuję za rozmowę.
Mogą Cię zainteresować:

Dodaj komentarz